.                                                                                             *

ZMIANY

                To już jutro. Jutro wyjeżdżam do Hiszpanii. Mija właśnie 8 lat. 8 lat od kiedy ostatni raz byłem w Hiszpanii. Przez ten czas tyle razy opowiadałem znajomym moje przygody, historie, doświadczenia z wyjazdów do Hiszpanii. Nie pamiętam już jak wiele razy myślałem o powrocie. Natomiast pamiętam ile razy moja dziewczyna zarzucała mi płonność w obietnicach zabrania Jej tam…

No i w końcu jedziemy…     A jeszcze pół roku temu bym nie uwierzył, że gdziekolwiek wyjadę na wakacje podczas gdy są to już moje drugie wakacje w tym roku. I to gdzie… I może nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że ja całe życie tak się martwiłem, o wszystko w zasadzie…, a już na pewno o pieniądze których zawsze uważałem, że nie mam… A teraz za dwa tygodnie kończę pracę podczas, gdy nowej nawet nie zacząłem szukać. No i jadę na wakacje…

.

.                                                                                             *

TCHNIENIE

                       Nadanie Jej etykiety byłoby w całkowitej niezgodzie z tym czym się zajmuje. Zamknięcie Jej pracy w ramy definicji byłoby co najwyżej mówieniem o tym co robiła będąc kim była, a kim już nie jest. Z akcentem na konkretny dzień i spotkanie…

… każdy z nas albo może większość była na jakiś warsztatach, kursie, szkoleniu albooo konsultacji, rozmowie, spotkaniu w celu zdobycia konkretnej umiejętności, wiedzy czy też pomocy, wsparcia albo porady. I każdy z nas czy też większość z nas po tych zajęciach czy spotkaniu dzieliła się tym doświadczeniem z bliskimi- opowiadając gdzie, u kogo, po co i co tam robiła. Wtedy osoba z którą rozmawialiśmy przykładała matryce swoich doświadczeń i poszukiwał w głowie definicji- „acha, tak tak. taka i taka sprawa, zrobione to i to” ok – i BACH- zawieszona ramka z napisem „psycholog”; albooo „ok, taki i taki warsztat, rozumiem”- i BACH- gotowa ramka- „alternatywne sposoby poszukiwania kariery zawodowej”; czy też- BACH- fiszka- „pomoc przy podejmowaniu ważnych decyzji życiowych”.

No i ok. To jest w porządku. I tu też możesz wejść na Jej stronę www. i odnaleźć jak to dzisiaj lubimy mówić- zapakowane i przyozdobione pięknym opisem, gotowe produkty do kupienia. I ok, na początek to jest OK. Od czegoś trzeba zacząć… No właśnie, ale co zacząć? Czym jest kontakt z Wodą…

*

W moim życiu były takie momenty kiedy LOS tak układał kolejne chwile, dni czy nawet tygodnie, że gdy potem opowiadałem to znajomym  przychodziła do mnie refleksja, że jest to historia lepsza niż z niejednej przygodówki. Dramaturgia życia i śmierci, losy świata, zaginione skarby, tajemnice stuleci? Nieee, nie o tym mówię. Holly- mrzonki odpadają. Mówię o Prawdziwej przygodzie. O czymś takim co wiesz, że nie przydarza  Ci się na co dzień. O czymś co zupełnie nie mieści się w ramach tego co nazwałbyś zwykłym życiem, a co można by określić jako pomyślność, łut szczęścia, pozytywny obrót zdarzeń. Coś co samo przyszło do Ciebie bez planowania, a Ty tylko się na to zgodziłeś, i potem jeszcze raz zgodziłeś, i potem jeszcze raz… I tak trwało to dopóki niestety nie rezygnowałem. Zwykle ze strachu. Być może za dużo jak na jeden raz? No i z tym właśnie kojarzy mi się Hiszpania.

 

Co wyróżniało te momenty od pozostałych? Co mogło być powodem, że zaistniały?

Myślę, że to co je łączy to fakt, iż były następstwem mojej decyzji wyjścia „poza”. Przełamaniem schematu utartych ścieżek, wzajemnych zależności. Wejściem na nowe i nieznane. Nieznane nie tylko w rozumieniu obcego kraju, kultury, środowiska czy nowych relacji i znajomości, ale nowych obszarów siebie samego.  Czym bardziej i na większej ilości płaszczyzn tym lepiej.

 

 

*

Water- bo tak Ją nazywam- jeeest właśnie jak Woodaaaaaaa….. ….  tak, to dobre określenie. Ona jest jak Woda. Water… jest tyle definicji czym jest woda… Każde doświadczenie w kontakcie z wodą na oceanie może być zupełnie inne. Może to być przyjemne żeglowanie na lekko wzburzonych falach, albo leniwe kołysanie na spokojnej wodzie. Albo całkowita martwota, flauta, zero ruchu. Może to być też groźny sztorm, który może wywrócić wszystko do góry nogami. Nawet zakończyć żywot jednego by jednocześnie Tworzyć sposobność narodziny drugiego. Znowu woda w zamkniętym zbiorniku stoi i pozornie się nie zmienia. Pozornie, bo część z niej może na przykład odparowywać i dalej przemieszczać się  w inne miejsce. Tam znów może natrafić na takie okoliczności, że będzie  zmuszona stawić czoła burzy, której stanie się nawet częścią. Częścią szaleństwa- pośród gradu emocji i piorunów przeżyć- jakim jest wejście w stan prawdziwego działania. Tworzeniem czegoś niestworzonego jeszcze. Bawieniem się rolą Twórcy!

Czy Water lubi poruszać się wokół ciężkich emocji? Myślę, że nie. Jeśli poczuje opór po prostu ustąpi. Woda jest tak naprawdę miękka, nie można jednak tego mylić ze słabością. Kiedy zajdzie potrzeba może uderzyć z siłą potężnej, sztormowej fali, żeby zaraz ustąpić i przemienić się w pianę. Zmiana jest jej naturalnym rytmem, a domeną przenikanie tego co z pozoru jest niedostępne, niewidoczne, ukryte. To trochę jak odnajdywanie szczelin w najtwardszej skale. Skale z pozoru nikomu i niczemu niedostępnej.

Skała i woda należą do tego samego świata, ale są jak gdyby  jego dwoma obliczami; starym i nowym. Skała z jednej strony niby twarda, majestatyczna, silna, ale jednocześnie zastygła, odwiecznie stoi w tym samym miejsca. Jakby czas mijał, a zmiany w niej zachodziły znikome.  A jej siła? Co z jej siłą jeśliby ją rozbić?

Ów moment rozpoczęcia to chwila gdy jesteśmy taką skałą. Dla wody to żaden problem przedostać się z jednej strony skały na drugą. Chwila kontaktu z Water to moment gdy staje się jaśniejsze, może nawet widoczne co tak naprawdę skała skrywa, jakie są wydrążenia wewnątrz, a jakie mogą zaistnieć. Co blokuje, a co może potencjalnie zaistnieć. Potencjalnie bo nic się nie zadzieje jeśli brak  gotowości, chcenia i decyzji. Bez tego nie ma zmiany a ślad po wodzie wcześniej bądź później zaniknie.

 

.                                                                                             *

 

….  ..brzydko pachnie… w zasadzie wypuściłeś „to” już jakiś czas temu, ale smród dalej się utrzymuje. Tak można by nazwać moją sytuacje z początku roku. W zasadzie cztery lata temu podjąłem decyzje, że nie chcę tak dłużej, że nie mogę , ale ciągle jednak zaprzeszłość ciągnie się za mną. Czym była więc ta decyzja i na ile ja podjąłem? …

 

.             …   wieczne planowanie wszystkiego. Wyliczanie i analizowanie. we wszystkim i wszędzie. Ciągły strach i lęk przed życiem. Lenistwo i stagnacja. Trwanie w „znanym i ciepłym” a tak niewygodnym i dziurawym jak kapcie po piątym z kolei rodzeństwie. Złość i agresja na wszystko co niechciane, a jednocześnie nieświadome ciągłe „przywoływanie” wilka z chaszczy pod tytułem „mój smród ładnie pachnie”. I ich kaleki płód- potrzeba ciągłej, nieustannej kontroli. Zawsze i Wszędzie. A dookoła zastygłe mleko zdarzeń zaprzeszłych.

Wszystko to spowite mgłą niekończących się wątpliwości, ciągłych rozmyślań nad słusznością decyzji…

…Ach ile to kosztuje energii- można by pół miasta obsłużyć      …

Być może pytanie o prawdziwość decyzji nie jest właściwym. być może wszystko jest w życiu potrzebne. Sentencja głosi: „wszystko w swoim czasie”. Tyle razy słyszałem to wyświechtane w moich ustach porzekadło, a dopiero teraz odkrywam jego sens. Czas. Ten konkretny  czas, aby zaistniał potrzebuje swoistej przestrzeni gotowości, którą to tylko my sami potrafimy stworzyć. A brzydki zapach wtedy stopniowo zanika ustępując pomału miejsca działaniu…

.                                                                                             *

 

Jest taka stara chińska przypowieść opowiadająca historię wewnętrznej przemiany pewnego mężczyzny. Starzec ten nosił ogromną, czerwoną brodę, zawsze był pochylony i ponury. Spojrzenie jego było dalekie, jakby utkwione w nieistniejącym punkcie, obiekcie odległych marzeń. Od niepamiętnych czasów zajęciem jego było od świtu do zmierzchu przeprawianie ludzi łodzią przez rzekę między miastem i przedmieściami. A okolice te były bardzo posępne.

Promem tym codziennie rano podróżowała do centrum miasta pewna kobieta wraz z swym małym synkiem. Tak się stało, że pewnego dnia spóźniła się ona na poranny kurs, a następny był dopiero w południe, kiedy to prom był zawsze mocno zatłoczony. Gdy już jednak nadeszła chwila załadunku, zaledwie w chwili, gdy udało jej się dostać z synkiem  na pokład chłopiec w niepochamowanym oczarowaniu wykrzyknął- Mamo ten Pan jest innym człowiekiem! Wszyscy z tłumu rażeni gromem przeczucia, jak jeden w niemym milczeniu i z otwartymi usta spojrzeli na czerwonobrodego. Gdy wiele dni później przytaczano tą historię na przybrzeżnych targowiskach, w gospodach i portach ten i ów przyznawał, że już wcześniej tego dnia dostrzegł coś nietypowego w wyglądzie starca.

Jednak teraz wszyscy widzieli- nie miał on brody. Wszyscy to widzieli i wszyscy oni wiedzieli, że zaszła w nim znacznie większa zmiana niż z pozoru mogło się zdawać. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki starzec przestał nagle być już starcem. Oto  bowiem stał przed nimi mężczyzna o silnym spojrzeniu i wyprostowanej sylwetce. Człowiek, który dotąd swoją posturą wtaczał się w tło cienia stał teraz dumnie i budził respekt. Tchnęła od niego energia życia i spełnienia.

Stało się też tak, iż wkrótce ów mężczyzna zniknął z nadrzecza i wszelki słuch w mieście o nim zaginął.

 

.                                                                                             *

 

Zadzwoniłem w sprawie wyboru samochodu…

Każdy sprzedawca używanego auta zachwala swoje jako najlepsze. Moje grube tysiące ważą się na przeciwwadze z uczciwością sprzedającego. Loteria pytań- a co jeśli?. Kilka stówek więcej za cenę prawdy jasnowidza…

.                                                             …zaczęło się od wypadku samochodowego. Torch- moja dziewczyna była już głęboko zanurzona w Jej „świecie”. Ja na to- ale o co chodzi?, zabobony, samospełniająca się przepowiednia, poddaństwo spisanego losu. generalnie sceptycyzm i dystans. I tu nagle ten wypadek, pełne rozbicie i decyzja- nowy samochód. Kasa jak dla mnie niebotyczna.

Sceptycyzm i dystans. Znajomy mechanik zawala spotkanie testu auta przed zakupem. Niebotyczna kasa na stole. Sceptycyzm i dystans. Ok, kilka stówek więcej. za cenę „większego spokoju”. Ten jeden raz…

Jeśli już jest ten raz może by wykorzystać opłacony czas i zapytać. Raz jeden o siebie. Ten jeden raz… stało się… ze spotkania wyszedłem jakbym sam sobie przywalił żeliwną patelnią śmiejąc się w duchu, że zasługiwałem…

Huston odpalił. Tydzień później rodzina przecierała oczy w zdumieniu, a ja sam niewiele rozumiałem. Jedyne co czułem to ogromnych rozmiarów balon powietrza w brzuchu który pozwalał mi się unosić.

 

 

*

Żyjemy w czasach marzeń. Marzymy zatapiając się w książkę, śledząc losy ludzi- Tv, wcielając się w role mistrzów na konsoli gier. Marzymy o świecie z reklam jednocześnie nie wierząc w realność świata bajek. Chciałabym/chciałbym- tym się karmimy, nie podnosząc wzroku z podłogi. A przecież wystarczy powiedzieć CHCĘ, unieść wzrok i to mieć…

Water zawsze powtarza- To jest takie proste. Tylko my sami nadaliśmy temu wyobrażenie ogromnej trudności, mistycyzmu i tajemnicy. Rangę wyjątkowości niedostępnej dla przeciętnych. Tymczasem woda jest wszędzie…

Sieć połączeń zbliżonych układem do drzewa. drzewo,  które nie ma początku, ani końca. Niekończące się rozgałęzienia, przechodzące raz w grubsze konary, to znów w cienkie rozgałęzienia.

Znamionuje je ciemność, mroczność oraz głuchość. Całe spowite w mgle nakazów, oczekiwań, dążeń, obowiązków i wszelkich pochodnych odcieni palety ciężkości bytu. Mgła gęsta i nieprzenikniona dowolnie tnie i dzieli gałęzie czyniąc je odseparowanymi tworami cywilizacji. Czym gęstsza mgła tym nowo-twory drzewne bardziej niezależne. Czym bardziej niezależne tym bardziej podatne na ingerencje. Szerokie spectrum ingerencji daje łatwość modelowania. Modelowanie znowuż, to nieskończone aberracje analizy. Rozum jest szczęśliwy. Tylko drzewo jakoś się nie cieszy… ?      ?        ?

water to łączność bez konieczności analizy. water to ciągłość bez przymusu, ani wysiłku. water niesie spokój i pewność. water  to krwiobieg drzewa…

…Prostota jest jego naturą. prostota jest też jego Wielkością. woda jest jego pierwszym tchnieniem. Pierwszym i ostatnim. To co dalej, jest jedyne i najlepsze. Kreacja jest wynikiem akceptacji. A cel i środki do niego prowadzące tworzone są jednym tylko składnikiem- chceniem.

 

*

… potencjał…   już jako nastolatek miałem w sobie silne przeczucie posiadania ogromnego potencjału. Nie potrafiłem określić czym on jest, ale czułem że jest i tylko czeka, aby go wydobyć.  Potencjał…, tak lubiłem to „coś” określać. Czym miało być? siłą, wielkością, wyjątkowością wyrastającą poza przeciętność? Jako, że zawsze we wszystkich klasyfikacjach byłem przeciętny – ani najlepszy, ani słaby zachowywałem moje przeczucie w tajemnicy poniekąd z obawy wyśmiania, po trosze z niedowierzania.

I tak mijały lata, najpierw szkoła podstawowa, średnia, dalej studia. Potencjał nie wyrastał, co nie znaczy, jak się dużo później okazało, że nie kiełkował. Choć sam tego nie dostrzegałem bywały dni, tygodnie gdy „coś” mnie ogarniało…

W końcu zaczęła się praca, a obowiązki i odpowiedzialność posypały się jak cukierki z czarodziejskiego kapelusza. Ja jednak odnajdywałem w nich głownie cierpkie smaki  goryczy i rozczarowania. Nim się obejrzałem byłem jak ten starzec z opowieści- wypalony emocjonalnie z fantazji, nadziei i lekkości antropologii życia. Sceptycyzm i dystans. Cynizm i rutyna. Nihilizm i lenistwo…

… Czas płynął, a moje przeczucie bladło raz po raz prześwitując już mrzonką.

Wikipedia podaje- nasiono zanim wykiełkuje pobiera wodę z otoczenia. Moje widać odnalazło za wczesnego młodu wystarczająco, żeby wiedzieć czego pragnie. Tak sobie tłumaczę powód dla którego w owym czasie nie obumarłem, a i LOS podsunął mi poniekąd pod sam czubek nosa Water. Wystarczyło się nachylić i zaczerpnąć. I jeszcze raz zaczerpnąć i jeszcze raz…

…i tak właśnie odnalazłem drogę po potencjał. Tak, Mam potencjał. Potencjał do tego, aby się odważyć – otworzyć okno, drzwi i cokolwiek jeszcze co można rozewrzeć i wypierdolić ze mnie wszystko co mi brzęczy w głowie „ a co jeśli…, a co dalej…, a jakie to było fajne…, a jeszcze raz niech pomyślę….”- końca nigdy nie ma…

Kiedy wracam ulicą ze sklepu, jem śniadanie,  rozmawiam z kolegą, jestem w pracy, biorę prysznic, Kiedy narzucają się myśli „a co jeśli…, jakie są możliwości…, gdyby wtedy…, jestem w potrzasku…” wracam wtedy do źródła- a co jeśli to czego tak się boję jest w swych skutkach lepsze dla mnie niż każda inna opcja?, a co jeśli rozwiązanie którego się domagam jest chybione w skutkach?

U podstawy wszyscy mamy te same pragnienia. Miłości, spokoju, radości, szczęścia. Dalej wystarczającej ilości pieniędzy na zaspokojenie swych potrzeb. Czasu, przestrzeni i właściwej drogi. Właściwej drogi… skoro tak to nie wybierajmy głową tylko sercem. Właściwa droga to ta która sama przychodzi do nas gdy bardzo mocno pragniemy. A wstępujemy na nią chcąc…

 

Pierwszy krok jest teraz. Czego teraz chce. Teraz dokładnie teraz. Czy chcę pisać, czy czytać, zjeść lody, a może spać…    Muszę zrobić pranie, załatwić cos na mieście, jestem umówiony, muszę się przygotować do… STOP! czego chcę teraz?…wszystkie obowiązki się same ułożą, a to co się nie zrobi widocznie nie było ważne na teraz. Niczego nie trzeba pilnować. Przynajmniej nie napięciem planującego rozumu…

 

 

http://zmiany-2012.blogspot.co.uk/